W mieście szaro, buro, z nieba kapie a z domu nosa wystawiać się nie chce zapowiada się idealna sobota;/ Nie minęło 5 minut dzwoni Tomasz z pytaniem, jakie plany na dzisiaj i czy nie chcemy przydać sobie rodzinnej tury na Cypress. Pytanie! Jasne, ze chcemy wszystko byle nie siedzieć w domu. 40 minut później jesteśmy już w drodze;)
Po hucznie oblanym sylwestrze i powitaniu Nowego Roku nastał poranek 1 stycznia 2012 roku. O 10.00 lokalnego czasu byliśmy umówieni z niepełnym klanem Cernickich reprezentowanym przez Tomasza, Jankę i jej chłopaka- Martina (Elenka i Kubko musieli zostać w domu), Alanem (organizuje Festiwal filmowy i pożycza nam mercedeska jak potrzebujemy) i delegacją z Sycylii- Livią (Alana dziewczyna) na 2 dniowy wypad skiturowy. Ponieważ wśród nas byli tacy, co nigdy na turach nie chodzili i tacy, którzy będą używać rakiet śnieżnych stwierdziliśmy, że Elfin Lakes będzie idealne (z parkingu do miejsca docelowego jest 12 km łatwego terenu, więc raczej wszyscy sobie poradzą).
Mnóstwo przygotowań, zakupów, stresów w rodzinie (zdążę zrobić krokiety czy nie?, Pomożesz mi z sałatką?, Aż w końcu słyszę: Mam dość! Nie chcę świąt) dla tych 3 dni wolnego. Ale powiedzcie sami miło jest na koniec spokojnie zasiąść do kolacji, próbować pyszności na suto zastawionym stole (zwykle ciężko się po tych pysznościach ruszać :), a później rozpakowywać prezenty od najbliższych. No tak święta super, ale dobrze, że już się skończyły (można zacząć normalnie jeść, przy świętach ciężko o hamulce: To już ostatni kawałek ciasta, serio. Po czym 10 minut później następny kawałek na talerzu).
Dzisiejszy post będzie krótki, ale treściwy. Mam dla Was filmik, który mam nadzieję umili Wam czekanie na wyjazd w góry (narty, sanki, snowboard albo po prostu chodzenie po górach). Albo i zachęci Was do działania (tylko może nie do końca w mieście, szkoda sprzętu; P) . Zima w mieście, nawet, gdy nie ma dużo śniegu (czyt. jakieś resztki starego wciąż leżą na ulicach) może być interesująca. Zobaczcie sami.
Minął już ponad tydzień od zakończenia Krakowskiego Festiwalu Górskiego, a zatem najwłaściwszy już czas na publikację komentarzy pofestiwalowych. Niewielki poślizg w ukazaniu się materiału wyniknął z niedostatków wolnoczasowych oraz oczekiwania na dokumentację zdjęciową, bez której sam opis nie bardzo ma sens, więc oto jest: relacja z festiwalu.

Yuhuuuuu!!!Pierwsze zwycięstwo na kanadyjskiej ziemi;) Byłam pierwsza w swojej kategorii (zaawansowani, kobiety)
Przez ostatni miesiąc na naszej nowej ścianie EDGE (nasza to ona tak samo jest jak wszystkich innych, ale mówię tak, bo się na niej wspinamy; EiGER we Wrocławiu też był nasz) rozgrywane były towarzyskie zawody bulderowe. Nakręconych zostało 70 różnych przystawek na zrobienie, których mieliśmy miesiąc czasu. Wpisowe na zawody wynosiło symboliczne 5 dolców, a nagrody ufundowane zostały przez kanadyjską firmę Arc'teryx (kurtały wierzchnie idealne do aktywności na świeżym powietrzu) i ścianę wspinaczkową Edge (2 dniowe karnety na ścianę).
W minioną niedzielę zachęceni ilością śniegu na Seymourze, spakowaliśmy nartki i pojechaliśmy sprawdzić jakie warunki panują na górze Cypress. Dla tych, co nie pamiętają bądź nie wiedzą to tutaj odbywały się niektóre konkurencje (Freestyle i Snowboard) podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2010 roku.

Kolejna porcja wiadomości z północnej Ameryki:) W miniony weekend razem z Cernickimi wybraliśmy się sprawdzić ile śniegu jest na górze Seymour i czy już czas szykować narty. Seymour mierzy sobie 1449 m n.p.m. i jest znana zarówno ze stoków narciarskich, terenów na skitury, na rakiety snieżne jak i zwykłych treków. Góra została nazwana na cześć drugiego gubernatora Kolonii Brytyjskiej- Fredericka Seymour.
Uwaga!!! Wiadomości ze świata: W przyszłym tygodniu startuje festiwal filmowy pod szyldem VIMFF (Vancouver International Mountain Film Festiwal). Event będzie trwał 3 dni, a dokładnie 3 wieczory, gdzie każdy jest inny i wyjątkowy (dlatego warto być na wszystkich trzech:)
Rzut oka na prognozę pogody pada, pada, sucho, pada, pada. Jest okno pogodowe! Trzeba się gdzieś wybrać, nie wiadomo, kiedy znów nadarzy się taaaka okazja. Taaaka, bo mamy wolne i w końcu możemy gdzieś razem pójść:D. Nasz wybór padł na górę o wdzięcznej nazwie Crow Mountain (Korona).
