Hmm coś ostatnio cicho byłam a wszystko dlatego, że brak weny, przesilenie wiosenne, pogoda i tak jakoś ogólnie się nie składało. Ale już przywołuję się do porządku i piszę! Z nowości to moje wakacje właśnie się zakończyły i wczoraj rozpoczęłam letni semestr. Yuhuu ?super ?...no właśnie.
Perfekcyjna pogoda, dużo skóry, dzień wolny i nikogo, kto chciałby jechać do Squamish:/ Niemożliwe? A jednak prawdziwe. Tak się zaczął mój weekend. Napisałam, zadzwoniłam do wszystkich możliwych znajomych i jak na złość usłyszałam:
- -Squamish dzisiaj? Eee nie czuje się na baldy
- -Hej Nika, ja już jestem w Squamish
- -Kręciliśmy wczoraj nowe baldy, nie mam dziś siły
- -Muszę się uczyć mam egzaminy
Niedawno chwaliliśmy się, że z naszym mobilnym stanowiskiem będziemy na Akademickich Mistrzostwach Polski We Wspinaczce Sportowej. No i byliśmy:) Obyło się bez większych problemów, a nasz sprzęt przyciągnął uwagę wielu zawodników. Szczególnie cieszy, że docenili ludzi z branży, my zaś w odpowiedzi udzielaliśmy naprawdę dużych rabatów:)

Drugi semestr właśnie dobiega końca, a dobiegający końca weekend spędziłam nad książkami. W poniedziałek i wtorek mam egzaminy także trzeba było poświęcić weekend pięknej pogody na rzecz szkoły. Normalnie już mi mózg paruje od tej rachunkowości i zachowań organizacyjnych!!! Czas na małą przerwę. Ostatnie 3 dni były spędzone w 4 ścianach, ale bynajmniej nie biernie. Muszę się pochwalić że od 3 tygodni robimy trening. Słyszeliście kiedyś o Rushfit?
Wolna sobota i niedziela + dobra pogoda = wypad do Squamish. Niestety z 4 dniowego weekendu tylko 2 dni udało się spędzić w Squamish , ale nie ma co narzekać, bo lepsze 2 dni niż nic. W tym roku postanowiliśmy sobie odpuścić święcenie jajek i ten cały cyrk z myciem okien, pieczeniem, gotowaniem itd. Ilość znajomych spotkanych w skałach pozwoliła stwierdzić, że inni mieli podobne zdanie.
"Jesteśmy na lodowcu Slakbreen. Biwak na 77°59,179N i 16°21,564E. Jutro idziemy do Sveagruvy szlakiem skuterowym. Wczorajsze mrozy dały nam w kość. Dziś tylko -7°C. W Sveagruvie chcemy się podsuszyć i ruszyć w stronę Kjellstromdalen i dalej na Nordsysslebreen." - takiego SMS-a właśnie dostałam od Marcina...

"Wszystko zamarza!" mimo to ciąg dalszy według planu. Torell Expedition przemierza długą i szeroką dolinę Reindalen czyli Dolinę Reniferów. Zmierzają w kierunku Sorhytty - w chatce tej zamierzają przenocować, żeby wysuszyć zamarzające puchy. Kierują się zatem w stronę początkowo planowanej trasy. Dziś przeszli 16,5 km, przybliżone położenie obozu oraz Sorhytty na mapce. Współrzędne dzisiejszego noclegu to 78°01,199N i 16°23,265E.

Spojrzawszy na prognozę pogody na najbliższe dni przecieraliśmy oczy ze zdumienia, ponieważ po raz pierwszy w tym roku szykował się cały weekend bez kropli deszczu. W weekend pogoda dopisała na tyle, że wytęsknieni słońca i podekscytowani na myśl dotknięcia skały ruszyliśmy w niedzielę z samego rana do Squamish (mieliśmy już być na miejscu w sobotę i zdzierać hodowaną na panelu, słabą, zimową skórę, ale niestety nie udało się). W Squamish na baldach byliśmy jednymi z pierwszych, ale w ogóle nam to nie przeszkadzało:), tym bardziej w czasie rozgrzewki, gdzie nie potrzebowaliśmy więcej niż 1 crashpada. Po pół godzinie dołączyli do nas znajomi ze ściany wyposażeni w 3 dodatkowe pady, więc można było zacząć się już wspinać.

Dziś ciężki dzień. Pogoda co prawda dobra, ale teren trudny. Jak pisałam wczoraj, dziś chłopaki mieli plan, by przejść przez przełęcz między lodowcami Tronisen i Hettebreen i skierować się na południowy wschód w stronę doliny Lundstromdalen. Oto co napisali: Strome podejścia w kopnym śniegu, wyciąganie pulek na linie. Schodzimy do Reindalen. Przejście do Lundstromdalen niemożliwe. Temperatura -24°C.

Dziś nareszcie udało się dotrzeć do końca długaśnej doliny Adventdalen.
